niedziela, 6 listopada 2011

Nie ucz się historii.
I tak się umiera.
Nie przejmuj się, jak dostaniesz banię.
I tak się umiera.
Objadaj się słodyczami, burgerami i innymi niezdrowymi rzeczami.
I tak się umiera.
Nie ucz się na głupie kartkówki w szkole.
I tak się umiera.
Nie przejmuj się, jeśli coś się Ci nie uda.
I tak się umiera.


      No bo taka jest kolej losu. Każdy, jeszcze zanim się narodzi ma już napisany życiorys. Nie da się go zmienić. Możemy jednak bardziej lub mniej wykorzystać to życie czekając na następny jego etap - śmierć. 
      Nie trzeba się jej bać. Jak to mówił x kochający Pottera tydzień temu na kazaniu, że rodząc się jesteśmy coraz bliżej śmierci. I że nasze ziemskie życie w porównaniu z tym "życiem po" trwa mniej niż sekundę. 
     No dobra, ale co jest po tej śmierci?
No Królestwo Boga. Przynajmniej ja w to wierzę. Hm... szczęśliwe życie, bez problemów... drzewa z waty cukrowej, rzeki pełne czekolady, którą można pić i pić i się nie tyje, ani nie choruje... czy takie życie nie byłoby zbyt doskonałe? No a nawet jeśli trafiają tam ludzie po śmierci, to czy będziemy mogli np. porozmawiać sobie z Chopinem albo Jezusem albo jeszcze kimś innym?
     To wszystko jest bardzo ciekawe. Przynajmniej dla mnie.
Czy umieranie boli? Chyba zależy od sposobu umierania. Najlepiej to tak przez sen chyba. No i ciekawe 'czym' albo 'kim' się stajemy w życiu po życiu. Jesli ktoś umiera ze starości to wg mnie w tym drugim życiu zostaje w swoim 'ciele za czasów młodości'. Tylko, że te 'ciała' na pewno będą się różniły od ziemskich. Będą idealne, bez skazy.

I nikt nie zna dnia, ani godziny.
Ja jestem gotowa na to, że każdy rok, miesiąc, godzina, minuta czy sekunda może być moją ostatnią. 
Nie powinniśmy płakać czy zamartwiać się śmiercią kogoś bliskiego. Powinniśmy się cieszyć, że ta osoba rozpoczęła już kolejny etap do swojego życia wiecznego.

Brak komentarzy: