niedziela, 22 kwietnia 2012
Jest tak wcześnie, a ja zrobiłam już tyle rzeczy:D O 7.30 poszłam razem z Kusym i Manią do Kościoła.Udało mi się nie zasnąć ( rozbudził mnie Olcha zbierający na tacę z promiennym uśmiechem). Gdy wróciłam do domu okazało się , że prawie cała moja rodzina chodzi w piżamach albo śpi. Magda wstała dopiero, gdy ja o 10 wychodziłam na rower. Pojechałyśmy z Manią tą samą trasą co podczas wczorajszego spaceru z Kusym . Po drodze widziałyśmy: zywego lisa, martwego lisa z odpadającą głową, 4 żywe sarny skaczące po polach, rozjechane martwe myszy, żywego rowerzystę , martwego rowerzystę. Jadąc dalej zobaczyłyśmy NAZISTOWSKI OBÓZ PRACY. Pepitz-Brieg. Oddział obozu Gross-Rosen.Cały czas był tak blisko , a ja nawet o nim nie wiedziałam o_o. Wiem już o czym napiszę na konkurs z polskiego.Póżniej chcąc dojechać do obodnicy przejeżdżałyśmy obok dyskontu Biedronki. Na wąskiej , wiejskiej ścieżce przejeżdżały obok nas tiry. Dobrze, że nie odwróciłam się do tyłu, bo bym spanikowała :D Potem przejechałyśmy przez połowę ronda nie schodząc z rowerów i łamiąc po drodze tysiące przepisów udałyśmy się na Skarbimierz- Osiedle celem zobaczenia restauracji, którą odwiedziła M. Gesler. Wracając zachciało nam się jechać do parku. Nie chcąc marnować naszego cennego czasu odbyłyśmy zapierdoling przez ruchliwą obwodnice(nie róbcie tego w domu). Adrenalina huczała nam we krwi.W parku prawie przejechałam wiewiórkę.Jechałam sobie ścieżką a ona jadła sobie orzecha na środku ścieżki i w ostatniej chwili przebiegła mi przed kołami. Jest 12 , a ja miałam już tyle niebezpiecznych przygód.Aż boję się jeść tort -_-
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz